sobota, 10 lipca 2010

Zakończenie kursu cz.1

A więc nadszedł ten oczekiwany długo moment.
Troszkę się wszystko opóźniło stąd także i moje długie "milczenie" na blogu.
Wszystko przesunęło się w czasie w wyniku niekorzystnego oddziaływania aury na Nasz kraj, co spowodowało wiele niedogodności, przy których moje wydłużone oczekiwanie było niewiele istotnym mankamentem.

W każdym razie po pewnym czasie Przemek ( instruktor ) skontaktował się ze mną i przedstawił termin wyjazdu , który przypadł na pierwszy weekend lipca, czyli 3 i 4 lipca. Ostatecznym miejscem wyjazdu okazał się kamieniołom Jaworzno-Szczakowa, potocznie nazywany Koparkami , znajdujący się nieco ponad 200km od Wrocławia.

Na miejsce dotarliśmy około 9 rano , czyli prawie godzinę przed czasem pierwszej "odprawy". Czas ten poświęciliśmy na zapoznanie się z ośrodkiem i namierzeniem miejsc powszechnie uważanych za dość istotne, czyli toalet i baru ( tego z jedzeniem oczywiście i kawą :D ).

O 10 poznaliśmy resztę ekipy, która miała kończyć kurs. Czyli Pana Jacka z synem Piotrkiem i  Kajetana, który był synem znajomego tego pierwszego. Oni to utworzyli pierwszą grupę szkoleniową.
W skład drugiej oprócz mnie wchodzili Michał i Paweł. Po nakreśleniu zadań i podziału na grupy , został ustalony plan działania na cały dzień i udaliśmy się w miejsce z którego mieliśmy wchodzić do wody.

W trakcie gdy pierwsza grupa była w wodzie, my popływaliśmy troszkę w piankach po powierzchni i udaliśmy się na jakiś posiłek, gdyż mieliśmy coś około półtorej godziny.

Gdy nadszedł Nasz czas to emocje wzrosły czego wynikiem jest brak zdjęć z okresu przebywania w odpowiednim stroju, pomimo, że aparat leżał całkiem niedaleko. Robienie zdjęć jednak to było chyba ostatnie zajęcie o którym bym wtedy miał pomyśleć :)

Wejście do wody było dość łagodne, poza pierwszymi metrami, gdyż woda jeszcze nie opadła całkiem i poziom wody zaczynał się już pomiędzy drzewkami przy samej drodze.
Płynęliśmy w parach, Przemek z Michałem prowadzili, a ja z Pawłem płynęliśmy za Nimi. Wrażenia spod wody były rewelacyjne i nie zakłóciła tego słaba widoczność, która chyba nie przekraczała z 4-5 metrów.W tym pierwszym dniu nurkowym skupiałem się głównie na kontrolowaniu pływalności, sprawdzaniu manometru i zerkaniu czy jest obok mój partner, co o dziwo okazało się nie takie proste.Tutaj nie wystarczy rozejrzeć się na bok i za siebie, bo przecież ktoś może być pod lub nad Tobą, ale po jakimś czasie już mnie to aż tak bardzo nie dezorientowało.

W sobotę dotarliśmy do głębokości 13 metrów i pływaliśmy przy jednej z dwóch koparek zatopionych w tym kamieniołomie. Widok jest super , chociaż został troszkę zmącony bardzo niską temperaturą, która wynosiła coś w okolicach 12 stopni i o ile pianka skutecznie chroniła ciało o tyle dłonie i stopy informowały dość intensywnie o dyskomforcie cieplnym.

Po zakończeniu nurkowania rozmawialiśmy z kolegami o wrażeniach i udaliśmy się na wycieczkę po okolicznym terenie w trakcie której padł pomysł zrobienia grila co też uczyniliśmy.


Wieczór zatem minął pod hasłem grilowania i słuchania opowieści co bardziej doświadczonych nurasów,ok 21 byliśmy już w swoich domkach i jeszcze obejrzeliśmy "Sezon Na Misia 2" i udaliśmy się do łóżek aby po 7 rano rozpocząć kolejny fascynujący dzień.

poniedziałek, 7 czerwca 2010

W oczekiwaniu na "wody otwarte"

Od ostatniego wpisu minęło kilkanaście dni.


 W tym czasie nie wiele się wydarzyło w kwestii nurkowania, poza tym, że udało mi się wywalczyć  wolny weekend 18-19 czerwiec :)








Za to ostatnie dni mijają mi na planowaniu wyprawy do Chorwacji w drugiej połowie sierpnia.
Na chwilę obecną cel podróży to Marusici ( 40km na wschód od Splitu ), ale pojawia się też na horyzoncie coraz śmielej wyspa Hvar.


Jest to jednak ten sam region więc planowanie podróży niezbyt się różni :)



W każdym razie poza zapoznawaniem się każdego dnia z informacjami o tematyce nurkowej umilam sobie chwilę planując wakacje :)

środa, 26 maja 2010

Ostatnie zajęcia na basenie

W ciągu ostatniego tygodnia nastąpiła niespodziewana zmiana.

Bartek miał nieprzyjemny wypadek w trakcie którego "zepsuł" sobie nogę.
Naprawa potrwa minimum jeden miesiąc a być może troszkę dłużej co skutecznie wykluczyło go na ten okres z uczestniczenia w kursie.

Informacja ta dotarła do mnie w niedzielę wieczorem i od razu posłałem maila do Naszego instruktora. W poniedziałek ustalone zostało, że ja kontynuuje kurs , a ostatnie zajęcia basenowe odbędą się w ten sam dzień.


Zajęcia były rewelacyjne, a ćwiczenia wyglądające na dość ciężkie okazały się nie takie straszne. Obawiałem się jak będzie mi wychodził element zawisania w toni, czyli tzw. Hover. Na szczęście nawet mi to wychodziło, może nie idealnie, ale byłem z siebie zadowolony :)


Oprócz powyższego ćwiczenia było pływanie bez maski oraz zdejmowanie i ubieranie sprzętu pod wodą. I to właśnie w tym drugim elemencie miałem problem, ale to tylko dlatego, że zanim założyłem KRW to za bardzo ją nadmuchałem i wynieść mnie chciało na powierzchnię co wprowadziło element dezorientacji, ale nie było aż tak źle, bo w końcu się ubrałem pod wodą :D


Po zajęciach ustaliliśmy również wstępną datę nurkowań w wodach otwartych, czyli drugiego etapu na kursie.
Zajęcia odbędą się najprawdopodobniej 18-19 czerwca gdzieś w opolskim ( nazwa zbiornika wodnego uciekła mi z głowy dlatego póki co ta informacja musi wystarczyć ).


Troszkę czasu zatem minie do kolejnego, tym razem już konkretniejszego zanurzenia. Pozostaje zatem liczyć, że te kilka tygodni minie szybko.

czwartek, 20 maja 2010

Kolejne zajęcia...już czwarte

2 tygodnie minęły na szczęście dość szybko i wczoraj nareszcie kolejne zajęcie w wodzie i pod wodą się odbyły.
Ćwiczyliśmy na nich kilka nowych elementów.
Poznaliśmy zasady kontrolowanego wynurzenia awaryjnego, oddychanie z automatu ciągle podającego powietrze, zdejmowanie i zakładanie sprzętu pod wodą oraz holowanie nurka i kilka innych elementów.
Tym razem wzięliśmy aparat, ale jakość zdjęć jest...w każdym razie coś tam widać, ale czy będzie wiadomo kto jest kim to już gwarancji nie daję :)

Za tydzień pewnie ostatnie zajęcia basenowe, później egzamin jak sądzę i pozostaną wody otwarte, których już się doczekać nie mogę.
Najprawdopodobniej drugi etap kursu odbywać się będzie w drugiej połowie czerwca gdy wody będą troszkę cieplejsze, bo w tej chwili podobno są jeszcze bardzo zimne.

A teraz dam dwa zdjęcia, na których cokolwiek chociaż widać :)





I nadeszła pora aby zakończyć zajęcia i się wynurzyć.
Chociaż Bartek z tyłu jakby niechętny był ku temu, ale co począć.

Kolejne spotkanie za tydzień...ech,ileż to czasu trzeba czekać ;)

czwartek, 13 maja 2010

Środa bez zajęć

Wczoraj kolejna "kursowa" środa minęła, lecz tym razem bez zajęć.
W tym tygodniu mamy przerwę spowodowaną wyjazdem Naszego instruktora nad Hańczę.

W planach było wyjście w tym dniu na basen samemu aby przećwiczyć kilka elementów poznanych na zajęciach. Jednakże wczorajsza pogoda w połączeniu ze zmęczeniem po porannych pobudkach, skutecznie wpłynęła na zmianę popołudniowych planów wrzucając mnie na prawie dwie godzinki w objęcia Morfeusza.

Troszkę byłem na siebie zły, ale cóż...zdarza się :)


Wieczorne godzinki standardowo poświęciłem na przeczesywaniu internetu pod kątem informacji nurkowych.

   W głównej mierze skupiam się ostatnio na sprawach związanych ze sprzętem i powoli krystalizuje się w mojej głowie lista sprzętu jaki w przyszłości chciałbym nabyć.

niedziela, 9 maja 2010

Zajęcia o numerku 3

Środa minęła kilka dni temu, a wpisu jak nie było tak nie ma.
Biję się w pierś, że to może nie tyle z lenistwa co ze zmęczenia porannymi zmianami, kiedy to wieczorami mój umysł niekoniecznie chciał współpracować ze mną nad stworzeniem kolejnego posta.

Dziś wolna sobota więc i wpis koniecznie musiał się pojawić.

Środowe zajęcia upłynęły pod znakiem sytuacji awaryjnych.
Ćwiczyliśmy zdejmowaniem maski pod wodą oraz oczywiście jej zakładanie. Poznaliśmy również uczucie kończącego się powietrza oraz korzystanie w takiej sytuacji z alternatywnego źródła partnera.


Oprócz tego nauczyliśmy się nadmuchiwania kamizelki ratunkowo-wypornościowej za pomocą inflatora po odłączeniu węża od stopnia pierwszego.
Na koniec przepłynęliśmy kilka długości basenu w trakcie którego między innymi staraliśmy się utrzymywać jeden poziom tak aby nie dotykać dna , a jednocześnie aby butle nie wynurzały się.
Jest to o tyle ciekawe, że każdy oddech ma wpływ na Twoją pływalność, więc każdy wdech unosi Ciebie, a każdy wydech zanurza.Trudność leży w tym, iż gęstość wody powoduje, że wszystko dzieje się z lekkim opóźnieniem dlatego po wdechu zaczynasz się unosić po ok sekundzie i tego właśnie trzeba się nauczyć.

Zapomniałbym jeszcze o jednym ćwiczeniu, który niektórym może sprawiać pewien problem.Jest to oddychanie pod wodą przy zdjętej masce. Mi jakoś udało się opanować początkowe problemy i po chwili już jakoś to szło, chociaż faktycznie do wody w nosie trzeba przywyknąć i wyzbyć się obawy, że wleci ona gdzieś dalej.

Kolejne zajęcia niestety za 2 tygodnie dopiero , ale planuję w środę wyskoczyć na basen aby potrenować pływanie w płetwach.

Tym razem jeszcze bez zdjęć, bo okazało się, że ciężko zrobić zdjęcia bez...aparatu, który został w domku. Mam nadzieję, że za dwa tygodnie już o nim nie zapomnę, a póki co kilka fotek z tego co można spotkac pod wodą :)

środa, 5 maja 2010

I nastał Ten dzień

Pozostała ostatnia część w temacie wstępu , którą przedstawiam Wam poniżej.

Skończyłem na końcu stycznia i zakończeniu poszukiwań instruktora, który spełniał by moje oczekiwania.
 Pozostało mi już tylko czekać do rozpoczęcia się kursu . Umilałem sobie ten czas czytając książkę Wiedzy i Życie, którą wynalazłem w jednym ze sklepów.Jest bardzo ciekawie napisana i polecam ją wszystkim.

Czym bliżej było kwietnia tym bardziej nie mogłem się doczekać rozpoczęcia szkolenia. Miałem iść sam z myślą, że poznam ludzi nurkujących w trakcie lub po zakończeniu kursu. Jednakże, gdzieś na początku marca zgadałem się z kolegą , który jak się okazało też miał w zamyśle taki kurs zrobić. Jako, że byłem już w zaawansowanym stadium przygotowań to zaproponowałem mu aby dołączył do mnie i byśmy wspólnie rozpoczęli podwodną przygodę.

Mijały dni, a gdy pozostało już ich naprawdę niewiele dostałem maila od instruktora z prośbą o przesunięcie początkowego terminu szkolenia o 2 tygodnie z powodu przedłużenia się poprzedniego "turnusu".
Czekałem tyle to i te 2 tygodnie mnie nie zbawią , więc kolejnych kilkanaście dni odczekaliśmy .




Wreszcie...wreszcie nadszedł ten dzień. 21 kwietnia 2010 roku stawiliśmy się punktualnie o 19:30 pod basenem na ulicy Racławickiej.Naszego opiekuna spotkaliśmy przy wejściu do ośrodka i po krótkim przywitaniu udaliśmy się z nim, aby z Jego samochodu przenieść wspólnie akwalungi z których będziemy korzystać.

Basen jakich wiele więc tu rozpisywać się nie ma co :) woda nawet ciepła , chociaż minusem było otwarte okno, które zauważyliśmy dopiero po wyjściu z wody przez co troszkę osłabiony byłem przez kilka kolejnych dni.
Samą "lekcję" poprzedziły krótkie formalności, garść informacji itp. W ciągu pierwszych zajęć zapoznawaliśmy się ze sprzętem oraz z  Jego podstawowym użytkowaniem. Poznawaliśmy zasady obsługi inflatora, automatów oddechowych i kilku innych rzeczy.

Po zapoznaniu się z osprzętem przyszła kolej na pierwsze zanurzenie. Pod wodą do wykonaniu kilka ćwiczeń jak np. pozbywanie się wody z zalanej maski, czy oddychanie z alternatywnego źródła powietrza , którym był zapasowy drugi stopień automatu oddechowego zwany octopusem

Nie będę tutaj zanudzał przebiegiem wszystkich ćwiczeń. Dodam tylko, że były bardzo ciekawe, a czas zleciał baaaardzo szybko. Po zajęciach byłem bardzo wyczerpany , co skłoniło mnie do zastanowienia się nad swoją kondycją. Coś z tym trzeba będzie zrobić :)

Kolejne zajęcia odbyły się według planu , czyli tydzień później 28 kwietnia. Te zajęcia najbardziej dały w kość moim nogą gdyż sposób w jaki mamy pływać w płetwach podczas nurkowania jest dla mnie zupełnie nowy i nie do końca wychodzi mi to jeszcze. Sądzę jednak, że kilka treningów właśnie pod tym kątem i nie będzie źle. Tylko trzeba w końcu na którymś basenie karnet wykupić i zacząć regularnie chodzić , a już pominę fakt, że planuję takie coś tak gdzieś z pół roku .


Zapomniałem jeszcze dodać, że otrzymaliśmy materiały do przerabiania teorii w domu. Jest tam tyle tematów ile zajęć basenowych będzie , a każdy zakończony testem. Należy taki temat przerobić, łącznie z testem zanim zacznie się takowy przerabiać w praktyce. Książka pisana bardzo przystępnym językiem a jeden cytat z pierwszych stron jakoś zapadł mi w pamięci:

...uczenie się nurkowania jest przyjemne i ekscytujące. Pamiętaj jednak o tym, że wciąż jest to...nauka, a Ty jesteś na kursie.

Wziąłem sobie to do serca zatem i przysiadam do książki przerabiając powoli kolejne tematy .


I w tym rozdziale tak troszkę przyśpieszyłem, gdyż jutro czyli 05 maja odbywać się będą kolejne zajęcia i od tego momentu będę dokonywał wpisy już na bieżąco.
Mam nadzieję, że wkrótce też jakieś zdjęcia aktualne i ze sobą będę mógł powrzucać, gdyż na razie nie posiadam takich, które pasowały by do tematu, ale może jutro...a w sumie już dziś wezmę aparat na basen i coś się "ustrzeli"

sobota, 1 maja 2010

Poszukiwania instruktora

Pora abym przedstawił Wam wydarzenia z ostatnich miesięcy , które doprowadziły do rozpoczęcia kursu.


Zaraz po powrocie z Tunezji zacząłem szukać informacji odnośnie kursów. W trakcie przeszukiwania niezliczonych stron w internecie zadecydowałem, że rozpocznę kurs na przełomie wiosny i lata.
Te 7-8 miesięcy postanowiłem poświęcić na poszukiwanie instruktora, który będzie odpowiadał moim wymaganiom. Już na samym początku zrozumiałem , że nie będzie to takie proste.
Wiedziałem już, że nie ważna jest organizacja tylko instruktor u którego się szkolisz. Jest to chyba najbardziej powszechny slogan jaki jest przedstawiany zagubionym , początkującym osobą, które szukają wsparcia u bardziej doświadczonych osób.
Po wielu tygodniach zrozumiałem, że na forach nie znajdę konkretnego wsparcia i nikt nie pomoże mi wybrać odpowiedniej osoby. Powodów było kilka, ale najogólniej wystarczy powiedzieć, że ile osób tyleż opinii, a te na ogół są subiektywne i nie chciałem się na nich opierać w 100%.


W mojej głowie już miałem jakieś tam pojęcie o tym czego poszukuję, więc postanowiłem nie opierając się na opiniach kogokolwiek wyszukać instruktora bez wsparcia .
  W trakcie kolejnych tygodni wytypowałem kilku instruktorów z różnych federacji nurkowych i zacząłem skupiać się na tej wybranej grupie.
Po wymianie maili z instruktorami grupa ta znacznie się pomniejszyła, jednakże wciąż była na tyle duża , że nie można było łatwo dokonać wyboru.

Wtedy postawiłem na najważniejsze kryterium wg mnie:

Instruktor u którego chciałbym się szkolić powinien nurkować często i powinna być to dla Niego pasja , a zarobek z kursu niejako dodatkiem do całości. Osoba ,dla  której samo zanurzenie się jest radością będzie z zapałem opowiadać o swoim hobby oraz szkolić szczury lądowe takie jak ja w odpowiedni sposób.

O dziwo okazało się, że po nałożeniu tego kryterium z pozostałej grupy pozostała mi jedna osoba.
Kolejne maile doprowadziły  do umówienia się na spotkanie. Na spotkaniu trwającym zaledwie kilka minut za wiele nowego się nie dowiedziałem, bo i sporo informacji uzyskałem już drogą mailową.Chodziło jednak o co innego.Środowisko wodne to będzie coś nowego dla mnie i pewnie wiele sytuacji okaże się stresujących.Musiałem zatem mieć pewność, że nie będę negatywnie nastawiony do osoby od której będzie zależeć moje nie tylko wyszkolenie, ale również i bezpieczeństwo.
Dzięki tej krótkiej rozmowie udało mi się upewnić , że wybór był prawidłowy i że swoje poszukiwania instruktora mogę uznać za zakończone, a był to koniec stycznia więc troszkę czasu to zajęło.

Po pewnym czasie została ustalona data rozpoczęcia kursu na 7 kwietnia na godzinę 19:30 i jak widać na obrazku wybór instruktora sprowadził mnie równocześnie na ścieżkę szkolenia w federacji PADI.

A opis tego co było dalej i jak wyglądał początek kursu pojawi się już w następnym wpisie i powoli będziemy się zbliżać do bardziej teraźniejszych wydarzeń.

czwartek, 29 kwietnia 2010

Nowa miłość...nurkowanie

Kto by się spodziewał, że wyjazd z narzeczoną do Turcji w sierpniu 2008 roku tak bardzo wpłynie na moją niedaleką a w związku z tym pewnie i bardziej odległą przyszłość.
W mieście Fethiye podczas wybierania sobie wycieczek fakultatywnych u jednym z lokalnych biur moją uwagę przykuł tytuł "Scuba Diving". Pomyślałem sobie, że warto spróbować i zobaczyć jak to jest.
Zorganizowane było to bardzo fajnie i cały dzień spędziłem naprawdę super. Wyjazd ok. 9 rano z hotelu do portu. Jako, że byłem jedyną osobą z tego rejonu to przyjechał po mnie kapitan statku na skuterze ( tam wiedzą co to znaczy dbałość o klienta :) ) co było również ciekawym doświadczeniem związaną z tureckim podejściem do sygnalizacji świetlnej ( kto widział ten wie o co chodzi ;) ).

Miasteczko Fethiye

Na wyprawie byłem jedynym Polakiem, ale na szczęście bariera językowa nie jest zbyt wielka więc i osamotniony w kącie nie siedziałem. Zanim dopłynęliśmy do pierwszej zatoki zatrzymaliśmy się i grupa nurków pojawiła się w wodzie by po krótkim czasie zniknąć nam z oczu.
Byli to pewnie jakieś osoby już po kursach, które płynęły coś pozwiedzać. Ale szczegółów nie znam, bo i co mnie to interesować miało. Teraz to pewnie bym był przy nich jak wrócili i zagadywał co też tam widzieli, itp. :)



Po pewnym czasie zatrzymaliśmy się w ładnej zatoczce a zanim to nastąpiło na górnym pokładzie łodzi odbył się instruktaż odnośnie tego jak będzie wyglądało nurkowanie.
Podzielili nas na dwie czteroosobowe grupy. Ja trafiłem do Anglika z dwoma synami w wieku ok 12 lat.

Samo zanurzenie...pierwszy oddech i pierwsze wrażenia z tej podwodnej przygody pozostanie chyba na zawsze w mej pamięci.Co z tego, że po bokach i za nami i przed nami w w ogóle wokół nas byli "opiekunowie" grupy. Ja nie zwracałem na nich uwagi tylko chłonąłem wszystko wokół.
Już wkrótce miałem zrozumieć, że to jest to czym chcę się zajmować.To będzie sposób w jaki będę spędzać wolne chwile w przyszłości.

W trakcie tego intra, bo tak to się nazywa, odbyły się dwa zanurzenia i ten dzień właśnie jest przeze mnie uznawany jako ten w którym zakochałem się w nurkowaniu.
Po powrocie do domu zacząłem czytać materiały, dowiadywać się co i jak.Poznałem zasady, wymagania i kursy jakie można zrobić.
Chciałem od razu zacząć pracować nad jakimś pierwszym stopniem aby wrócić do tego wodnego świata jak najszybciej. Jednakże przede mną było o wiele ważniejsze wydarzenie, które odsunęło potrzebę nurkowania na drugi plan.

Tym wydarzeniem był mój ślub, który odbył się w sierpniu 2009 roku.

I dlatego właśnie o rok odsunąłem nurkowanie na dalsze tory mego umysłu. Lecz już we wrześniu, gdy tylko wróciliśmy z podróży poślubnej chęć nurkowania powróciła.

A o tym co wydarzyło się w ciągu kolejnych miesięcy, które doprowadziły do rozpoczęcia kursu opowiem w kolejnym wpisie już wkrótce.