czwartek, 13 września 2012

Nurkowanie nr. 9

Zamiast tygodnia minęły dwa.
Czasem nie wiadomo gdzież te dni znikają, ale w końcu się ogarnąłem i przedstawiam Wam nurkowanie dziewiąte.

21 lipca pojawiliśmy się kolejny raz w coraz lepiej znanym Zimniku.
Tym razem poznałem Roberta z Dzierżoniowa, który zanurkował razem z Nami. Pod wodą było znacznie więcej widać niż podczas ostatniego zanurzenia. Woda była również znacznie cieplejsza niż zazwyczaj i wynosiła 12 stopni, co było niezłym wynikiem.

Jak widać na zdjęciu już gotowy do zejścia na dół.
Jeszcze ostatnie obranie kierunku i po chwili znaleźliśmy się pod powierzchnią. Tym razem zeszliśmy na głebokość 18,3 metry, a całe nurkowanie trwało 74 minuty.

W trakcie wycieczki znaleźliśmy wrak malucha, kilka innych śmieci i krzesło.

Jak widać był czas zarówno na zwiedzanie jak i krótki odpoczynek.
I tak wyglądało to nurkowanie. Nareszcie mogłem dodać jakieś fotki i nawet troszkę na nich widać. W trakcie kolejnego wypadu nurkowego poznam nowy zbiornik, ale jaki to dowiecie się czytając bloga za jakiś czas :)

środa, 29 sierpnia 2012

Nurkowanie nr.8

Kolejny wyjazd nastąpił 8 lipca. Pogoda super, ale warunki pod wodą już niekoniecznie.
Oczywiście pojawiliśmy się na Zimniku od strony stolików. Po godzinie 11 znaleźliśmy się w wodzie. Niestety tego dnia gdy pojechałem wypożyczyć butlę i kompa okazało się, że tego drugiego zabrakło. Cóż, zdarza się i to kolejny powód by takowy jak najprędzej zakupić. Chwila zastanowienia i podjęta została decyzja, że nurkujemy na jeden komp , który będzie miał Robert.

Warunki jak na złość okazały się dość wymagające w początkowej fazie.
Zaraz po zanurzeniu okazało się, że praktycznie nic nie widać. I mam na myśli dosłownie nic. Gdy wyciągnąłem rękę przed siebie to dłoni już nie widziałem. Byłem pewien, że głębiej tej zawiesiny nie będzie, ale trzeba było się tam dostać.

W miejscu gdzie się zanurzyliśmy było około 3-4 metrów i musieliśmy znaleźć spadek jakiś.
Zatem z wyciągniętą ręką obmacywałem kamienie i różne słabiej zidentyfikowane rzeczy aby odnaleźć miejsce gdzie będzie można opaść głębiej. Najważniejszym elementem tego etapu było nie zgubienie się co było o tyle istotne, że Robert kontrolował głębokość i inne istotne dane. Dlatego też jedna ręka szukała drogi, a druga wykorzystywana była do utrzymywania stałego kontaktu z kolegą. Przyznam się, że było to strasznie emocjonujące i wrażenie jest niesamowite i ciężkie do opisania w prostych słowach.

Po paru minutach wymacałem niewielki uskok, który przeszedł w całkiem konretny spadek.
Był na tyle spory, że opadliśmy na 10 metrów i wnet widoczność poprawiła się na tyle, że widziałem już Roberta i od tej pory nurkowanie przebiegło już bez niespodzianek. Temperatura wody nie była najgorsza i wynosiła 10 stopni na 17 metrach jakie tego dnia osiągnęliśmy. Po 51 minutach zakończyliśmy to emocjonujące pływanie, które pokazało, że bez kompa się da, ale nie jest to praktyczne ;) Obowiązkowy zakup przy najbliższej okazji.

W kolejnym opisie pojawią się już zdjęcia z nurkowań, bo nareszcie jakieś zostały porobione pod wodą na których coś widać.
Zatem zapraszam za około tydzień gdy opiszę to nurkowanie o numerze 9 i powoli zbliżamy się do pierszej dyszki :)

wtorek, 21 sierpnia 2012

Nurkowanie nr.7

Na kolejny wyjazd umówiłem się z Robertem i udaliśmy się 27 czerwca do Zimnika
To było pierwsze nurkowanie z nowo poznanym kolegą, ale jak się okaże później to i nie ostatnie. Widoczność jak to Zimnik, czyli dość słaba, żeby nie powiedzieć fatalna. Lecz to dopiero na nurkowaniu kolejnym będzie dopiero ekstremalnie, ale to kiedy indziej.
W trakcie tego dnia spędziliśmy pod wodą 57 minut.
Znaleźliśmy ciekawe krzesło żelazne i w sumie za wiele więcej to widać nie było. Osiągnęliśmy głębokość 18,6 metrów, ale temparatura nie pozwoliła przebywać tam zbyt długo i unieśliśmy się troszkę aby temperatura była wyższa niż te 8 stopni :)
Tak mniej więcej wygląda ten zbiornik, który odwiedzam najczęściej.
Następny wypad odbył się też w tym miejscu i był dość ciekawy i ekscytujący, a to wszystko związane z bardzo ograniczoną widocznością przy której te dzisiejsze 2 metry okażą się nie takie złe.

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Nurkowanie nr.6

18 czerwca. Kolejny dzień kiedy można wybrać się nad wodę,chociaż precyzyjniejsze jest stwierdzenie "pod wodę"

Jak wspomniałem w poprzednim poście pojawił się pomysł odwiedzenia Opola.Zasiadłem wieczorkiem aby poczytać sobie o zbiorniku, a z samego rana odbierając nabitą butlę zasięgnąłem porad odnośnie dojazdu.

Z Kubą spotkaliśmy się około 16 i wyruszyliśmy w drogę.
Przejazd obył się bez przeszkód i pomimo niepozornego wjazdu pomiędzy garażami trafiliśmy za pierwszym razem na zaplanowaną miejscówkę. Okazało się, że jest łagodny dojazd do samej wody, ale postanowiliśmy nie korzystać z tego udogodnienia i usadowiliśmy się nieco powyżej.

Po krótkim rekonesansie i zaplanowaniu kierunku zaczęliśmy się szykować
Samo nurkowanie trało 60 minut. Osiągnęliśmy głębokość 13,9 metrów, a podobno maksymalnie jest 12. Za pewien czas uda się odnaleźć "dziurę", która ukaże, że jest jeszcze troszkę głębiej, ale to już historia z innego wyjazdu.

W trakcie podwodnego poznawania Piasta napotkaliśmy niewiele fauny, ale za to roślinność wynagradzała te braki.
Łączki podwodne są rewelacyjne, do tego mgiełki, które powstają na skutek wydobywania się z dna jakiś minerałów rozpuszczających się w wodzie, tworzą niesamowity klimat. Widoczność w zbiorniku dochodziła do 10 metrów, co na Nasze polskie warunki jest rewelacyjnym wynikiem. Fakt ten pozwolił w pełni cieszyć się napotkaną tutaj roślinnością. A w związku z tym, że zbiornik jest w miarę płytki to i temperatura nie była za niska i w najzimniejszym punkcie zanotowałem 12 stopni.

Piast jest idealnym miejscem na "lajtowe" nurki i chyba jeszcze bardziej perfekcyjnym do ćwiczeń.
Szkoda, że nie mamy podonego w centrum Wrocławia, ale nie narzekam, bo mogliśmy mieć jakieś gorsze położenie, a tak nie mamy jeszcze aż tak daleko.

Po nurkowaniu dostałem kilka kolejnych porad.
Jak chociażby to, że warto mieć zapasową maskę. A fakt, że może się przydać udowodniła sytuacja gdy Kubie pękł pasek i gdyby nie miał zapasowej maski, albo paska to byłoby już po nurkowaniu. Od tego nurkowania zaczynam także liczyć SAC, czyli Powierzchniowe Zużycie Gazu (ang. Surface Air Consumption ). Wartości są póki co dosyć wysokie,oscylujące w granicach 20l/min, więc nie ma się póki co czym chwalić, ale od czego są ćwiczenia :)

I tak dobiegł końca dwudniowy objazd z nowo poznanym Warszawiakiem po Naszych zbiornikach.
Dziękuję Kubie za wiele cennych uwag i porad , ale przede wszystkim dziękuję za bardzo udane i sympatyczne nurkowania. Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze razem spotkamy się pod wodą. Może tym razem w Twoich rejonach, chociaż najbliższe zbiorniki to chyba Mazury :) Ale gdziekolwiek by to nie było to mówię do zobaczenia.
Następne nurkowanie odbyło się ponownie w Zimniku, gdzie jakby nie było mamy najbliżej i stad najczęściej tam właśnie się pojawiamy.
Tym razem będzie także nowo poznana osoba i kilka ciekawych znalezisk pod wodą. Zatem do następnego "posta"...

wtorek, 7 sierpnia 2012

Nurkowanie nr.5

Na kolejne nurkowanie przyszło czekać kilka tygodni
Miałem kilka dni wolnego więc na forum Nuras napisałem o tym z zapytaniem czy nie ma chętnych na szybki wypadzik. Jeszcze tego samego dnia skotaktował się ze mną Kuba z Warszawy. Okazało się, że akurat w tych dniach będzie przebywał we Wrocku na delegacji, a że nie nurkował w tych okolicach to z chęcią by skorzystał z okazji.

Postanowiłem w pierwszy dzień pokazać Kubie akwen w Zimniku, bo już jako tako znałem to miejsce.
Pojechaliśmy tam po 17 więc na miejscu było dość pusto poza młodzieżą, która biegała i wypytawała o sprawy nurkowe. Nowo poznany kolega okazał się bardzo doświadczonym nurkiem, co przyczyniło się do uzyskania mnóstwa celnych uwag co do mojego pływania, jak także wskazówek odnośnie konfiguracji sprzętowej.

Nurkowanie trwało 70 minut i było jak do tej pory moim najdłuższym zejściem pod wodę.
W tym czasie osiągneliśmy głębokość 19,9 metrów , ale tam spędziliśmy tylko chwilkę, bo temperatura 8 stopni nie pozwalała mi na zbyt długie przebywanie na tym poziomie.

W tym nurkowaniu jednym z ważniejszych aspektów dla mnie było to, że wykorzystywałem kilka elementów sprzętu, które zakupiłem kilka dni wcześniej.
Do własnego jacketu doszły teraz pianka 7mm, automat oraz drobnica czyli buty, rękawiczki, maska oraz płetwy.A dokładniej to od tego momentu moja konfiguracja prezentuje się następująco:
  • Automat: Titan LX Supreme + Octopus Calypso
  • Skafander: Aqualung Bering 7mm
  • Jacket: Mares Pegasus
Do nurkowań wypożyczam od tej pory komputer, butlę oraz balast. I to są rzeczy, które są w moich niedalekich planach zakupowych.

W drodze powrotnej umówiliśmy się na kolejny dzień, a ja zaproponowałem odwiedzenie akwenu w centrum Opola o nazwie Piast.
Sam też tam jeszcze nie byłem, ale słyszałem dużo pochlebnych opinii na temat tego miejsca, a czy pogłoski okazały się prawdziwe to dowiecie się czytając kolejny wpis.

poniedziałek, 30 lipca 2012

Nurkowanie nr. 3 i 4

Oba kolejne nurkowania, które miały miejsce 27 maja odbyły się w podobnych warunkach.
Na powierzchni cieplutko i słonecznie, a pod wodą widoczność około 3 metry i temperatura minimalna 5 stopni.

Pierwsze zejście pod wodę trwało 31 minut w trakcie , którego osiągnęliśmy 14 metrów.
Większą część nurkowania poświęcone pracy nad pływalnością. Pod koniec pływaliśmy łączkami wśród których pokazał Nam się całkiem ładny szczupak.

Po zakończeniu pierwszego pływania zrobiliśmy sobie grilla.
Pojawił się tutaj pewien problem. Mieliśmy co prawda odpowiedni prowiant, ale grila zabrakło :P Minęliśmy kilka kratek grillowych pod wodą, ale opcja wracania po nie odpadała. Na szczęście znaleźliśmy jakiś metalowy pojemnik w krzakach i wystarczyło teraz troszke drewienek i można już było na ogniu Nasze jedzonko sobie smażyć.

Po posileniu się i ustaleniu planu na kolejne zanurzenie, zaczęliśmy się ubierać
To zejście trwało również 31 minut, chociaż tym razem zeszliśmy na 20 metrów. Temperatura na dole wynosiła 5 stopni i pianka 7mm nie była już tak wielkim izolatorem, chociaż nie było jeszcze aż tak źle. W trakcie pływania odnaleźliśmy telewizor oraz quada.Na płytszych terenach wokół Nas pływały spore ilości okoni , co przy mocnym świetle z góry było fajnym widokiem, aż nie chciało się wychodzić. Wskazówka manometru niestety nieubłaganie minęła 50 barów i trzeba było wkrótce kończyć nurkowania na ten dzień.

Na pożegnanie umówiliśmy się na kolejny wspólny wypad, ale póki co nie udało się zgadać jakoś.
Kolejne nurkowania będą z innymi osobami, a póki co chciałem baaardzo podziękować Dorocie, Wieśkowi oraz Filipowi za pomoc w moich pierwszych, jakże udanych nurkowaniach. Mam nadzieję, że w końcu uda się raz jeszcze spotkać pod wodą.

niedziela, 22 lipca 2012

Nurkowanie nr. 1 i 2

Na pierwsze moje nurkowanie po kursie przyszło mi czekać o wiele dużej niż planowałem.
Tak jednak bywa, ale lepiej późno niż wcale, jak to mówią. Na pierwsze zanurzenie udałem się do Zimnika wraz z Filipem i Jego nurkującymi rodzicami. Było to 28 maja bieżącego roku. Poznane osoby okazały się bardzo pomocne co przy pierwszych krokach było jak najmilej widziane.

Pierwsze wejście do wody i zanurzenie przebiegły w miarę pomyślnie.
Woda okazała się nie tak bardzo zimna i chociaż miała 12 stopni to nie było to jakoś bardzo odczuwalne. Pod powierzchnią byliśmy 43 minuty i osiągnęliśmy maksymalną głębokość 13 metrów. Pierwsze nurkowania odbywały się w wypożyczonym sprzęcie, poza jacketem, który kupiłem pare dni wcześniej.
Jeśli już mowa o sprzęcie to tego i następnego dnia korzystałem z:
  • Butla: 15 litrów
  • Automat: Calypso
  • Skafander: Pianka 7mm Safaga
  • Komp: Digital Uwatec
  • Jacket: Mares Pegasus
Po zakończeniu pierwszego zanurzenia zrobiliśmy sobie krótką przerwę na powierzchni. Omówiliśmy co się działo i doszedłem do wniosku, że muszę dobrać 2kg balastu. Wrzucenie 2 kg na górną część butli okazało się bardzo pomocne w kolejnym zanurzeniu.

Drugi nurek trwał 30 minut i w tym czasie osiągneliśmy maksymalną głębokość 15 metrów.
Tym razem temperatura była zdecydowanie niższa i te 7 stopni już było odczuwalne. Nie, żeby było aż tak strasznie zimno, ale odczuwało się już ten pewien dyskomfort :) Widoczność jak się dowiedziałem była standardowa dla tego akwenu i wynosiła około 3 metry.

Pierwszy dzień był niezwykle stresujący, ale i bardzo udany.
Przede wszystkim zacząłem poznawać ludzi związanych z nurkowaniem. Całe środowisko nurków zdaje się być otwarte na nowe osoby i każdy każdemu z chęcia pomaga. Z nowo poznanymi osobami umówiłem się na następny dzień i rozjechaliśmy się do domów.

W kolejnym dniu , czyli 27 maja wykonaliśmy również dwa nurkowania, ale o tym już w następnym wpisie.

środa, 18 lipca 2012

Jak ten czas pędzi

Ech, ten czas. Nikt go nie może zatrzymać, ani chociaż spowolnić.
Nie ważne jakbyśmy się starali on i tak płynie nieubłaganie do przodu, nie dając chwili wytchnienia. Minęło niemal dwa lata od kiedy poraz ostatni tutaj dokonałem wpisu.

Jak pisałem w poprzednich postach , planowałem robić aktualizacje na bieżąco.
Prawda jest jednak taka , że z przeróżnych powodów moja przygoda z nurkowaniem została wstrzymana na pewien czas. Miała ta absencja trwać krótko, ale jak już wspomniałem na początku, czas pędzi nieubłaganie przed siebie.

Teraz jednak wróciłem i już raczej na dobre.
Kilka miesięcy temu dokonałem pierwszych zakupów nurkowych. Najpierw jeden element, potem następny. Poznałem kilka ciekawych osób i już chwilę po pierwszym zakupie znalazłem się pod wodą. W kolejnych wpisach zdam relację z tego jak wyglądały pierwsze zanurzenia.

Mam nadzieję, że opisy spodobają się każdemu kto tutaj zajrzy.
Kolejny wpis, tym razem opisujący pierwszy wyjazd na nurkowanie do Zimnika ( okolice Strzegomia ), obiecuję dodać do końca tego tygodnia, czyli w ciągu następnych kilku dni.