czwartek, 29 kwietnia 2010

Nowa miłość...nurkowanie

Kto by się spodziewał, że wyjazd z narzeczoną do Turcji w sierpniu 2008 roku tak bardzo wpłynie na moją niedaleką a w związku z tym pewnie i bardziej odległą przyszłość.
W mieście Fethiye podczas wybierania sobie wycieczek fakultatywnych u jednym z lokalnych biur moją uwagę przykuł tytuł "Scuba Diving". Pomyślałem sobie, że warto spróbować i zobaczyć jak to jest.
Zorganizowane było to bardzo fajnie i cały dzień spędziłem naprawdę super. Wyjazd ok. 9 rano z hotelu do portu. Jako, że byłem jedyną osobą z tego rejonu to przyjechał po mnie kapitan statku na skuterze ( tam wiedzą co to znaczy dbałość o klienta :) ) co było również ciekawym doświadczeniem związaną z tureckim podejściem do sygnalizacji świetlnej ( kto widział ten wie o co chodzi ;) ).

Miasteczko Fethiye

Na wyprawie byłem jedynym Polakiem, ale na szczęście bariera językowa nie jest zbyt wielka więc i osamotniony w kącie nie siedziałem. Zanim dopłynęliśmy do pierwszej zatoki zatrzymaliśmy się i grupa nurków pojawiła się w wodzie by po krótkim czasie zniknąć nam z oczu.
Byli to pewnie jakieś osoby już po kursach, które płynęły coś pozwiedzać. Ale szczegółów nie znam, bo i co mnie to interesować miało. Teraz to pewnie bym był przy nich jak wrócili i zagadywał co też tam widzieli, itp. :)



Po pewnym czasie zatrzymaliśmy się w ładnej zatoczce a zanim to nastąpiło na górnym pokładzie łodzi odbył się instruktaż odnośnie tego jak będzie wyglądało nurkowanie.
Podzielili nas na dwie czteroosobowe grupy. Ja trafiłem do Anglika z dwoma synami w wieku ok 12 lat.

Samo zanurzenie...pierwszy oddech i pierwsze wrażenia z tej podwodnej przygody pozostanie chyba na zawsze w mej pamięci.Co z tego, że po bokach i za nami i przed nami w w ogóle wokół nas byli "opiekunowie" grupy. Ja nie zwracałem na nich uwagi tylko chłonąłem wszystko wokół.
Już wkrótce miałem zrozumieć, że to jest to czym chcę się zajmować.To będzie sposób w jaki będę spędzać wolne chwile w przyszłości.

W trakcie tego intra, bo tak to się nazywa, odbyły się dwa zanurzenia i ten dzień właśnie jest przeze mnie uznawany jako ten w którym zakochałem się w nurkowaniu.
Po powrocie do domu zacząłem czytać materiały, dowiadywać się co i jak.Poznałem zasady, wymagania i kursy jakie można zrobić.
Chciałem od razu zacząć pracować nad jakimś pierwszym stopniem aby wrócić do tego wodnego świata jak najszybciej. Jednakże przede mną było o wiele ważniejsze wydarzenie, które odsunęło potrzebę nurkowania na drugi plan.

Tym wydarzeniem był mój ślub, który odbył się w sierpniu 2009 roku.

I dlatego właśnie o rok odsunąłem nurkowanie na dalsze tory mego umysłu. Lecz już we wrześniu, gdy tylko wróciliśmy z podróży poślubnej chęć nurkowania powróciła.

A o tym co wydarzyło się w ciągu kolejnych miesięcy, które doprowadziły do rozpoczęcia kursu opowiem w kolejnym wpisie już wkrótce.

6 komentarzy:

  1. Bardzo fajne zdjęcia i też bardzo bym chciał iść na taki kurs!! Zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. bo grunt robić, to co się kocha:)
    Ice!

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajna stronka :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Miłych wrażeń pod wodą. Trzymaj Się!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzięki za słowa uznania.
    Miałbym tylko malutką prośbę o podpisywanie się, bo może ktoś z Was to znajomy, a ja nie wiem tego nawet :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawe,interesujace,wrażenia pewnie mocne, zapewne po nizej głębin np oceanu czy czegoś zimno jak jasny gwint i ciemno jak w wielkiej D. :) podpisuje sie jako znajomy -ferbi H.J.

    OdpowiedzUsuń